Coś szybko dodałam ten rozdział xD
Następny raczej nie pojawi się w tak krótkim czasie, w końcu szkoła nadchodzi ;-;
Wytknięcie mi zachowania Draco, czy innych Ślizgonów bardzo mile widziane, jeżeli oczywiście będzie wydawało się dziwne, czy nie pasujące c:
Mam nadzieję, że nie za długie to wyszło, miłego czytania! ~
Słońce już wisiało nad horyzontem, a znudzony wzrok czarnowłosej sunął po linii lasu. Było około szóstej, nie spała już jakiś czas, ale w końcu była w nowym miejscu. Znudziło ją patrzenie, jak pomarańczowożółta kula światła leniwie wpełza na swoją codzienną drogę po niebie, więc powoli wstała i zaczęła się ubierać. Fakt, że prawie zawsze wstawała dużo wcześniej niż inni nauczył ją poruszania się i grzebania po rzeczach prawie bezszelestnie. Swój mundurek jak zawsze miała na wierzchu-czarna spódniczka nad kolano, biała koszula, krawat w kolorach Slytherinu, sweterek i czarno-zieloną szatę z godłem jej domu.Wrzuciła na siebie wszystko i zerknęła jeszcze na zegarek. Było za piętnaście siódma, więc możliwe, że ktoś oprócz niej już nie śpi, chociaż dziewczyna za bardzo w to nie wierzyła. Wyjęła spod łóżka jedną z dwóch książek, które wzięła ze sobą z domu, był to mały, lekko podniszczony notes, który na zielonkawo-czarnej okładce miał wypalony napis po norwesku, oznaczający po prostu "dziennik". Była to książka pisana przez jej ojca, ale nie był to, jak na pierwszy rzut oka się wydawało, niepozorny pamiętnik, skrywający w sobie tylko zapis wydarzeń z konkretnych dni-zapisane w niej litery były zaczarowane i zmieniały swoje położenie przy odpowiednim zaklęciu, rzuconym przez odpowiednią osobę. Wówczas ukazywały one to, czym jej autor zajmował się na co dzień-czyli wszystko co związane z czarną magią; zaklęcia, eliksiry, przedmioty i zwierzęta-wszystko na co w życiu natknął się Noriath Satel i co zdołał wypróbować, a resztę...
"A resztę spiszę ja."-pomyślała Ciri, wchodząc do salonu Ślizgonów. Był to jej piąty dzień w Szkole Magii i Czarodziejstwa, więc czuła się już całkiem pewnie. Usiadła na skórzanej kanapie i otwarła dziennik, przykładając do niego różdżkę. Powtórzyła w głowie niewerbalne zaklęcie i w efekcie zapisane czarnym atramentem litery w całej książce zaczęły zmieniać swoje położenie, aż w końcu się zatrzymały. Może i nie był to najlepszy sposób na zabezpieczenie zawartości tego dziennika, ale sprawdzało się już od wielu lat, więc młoda czarownica nie chciała go zmieniać. Strona, na którą trafiła Ciri mówiła o zaklęciu "Sectumsempra", to był także jeden z ostatnich zapisków. Dziewczynę ogarnął lekki smutek, gdy przypomniała sobie swojego ojca, więc szybko chciała przewrócić stronę, ale w tym samym momencie usłyszała za sobą kroki, więc gwałtownie zamknęła książkę wyszeptując słowo "exodium", aby litery z powrotem przybrały swoje niepozorne położenie.
- Część Ciri. - usłyszała za sobą już dobrze jej znany głos, który przez ostatnie parę dni towarzyszył jej dość często. Należał on do Draco-niemal białowłosego czarodzieja z dumnej rodziny Malfoy'ów, którego poznała w pociągu. Czarnowłosa schowała notatnik w wewnętrznej kieszeni szaty i odwróciła głowę zerkając na chłopaka.
- Cześć. - przywitała się. - A gdzie twoich dwóch pachołków? Zdawało mi się, że nawet kąpiel bierzecie razem. - rzuciła żartobliwie, kładąc głowę na oparciu kanapy, podczas gdy czarodziej usiadł przed nią, zachowując mimo wszystko pewien dystans.
- Nieważne. Snape kazał mi Cię oprowadzić po zamku. - stwierdził. Ciri uniosła lekko brwi, ale zachowała swoje małe zdziwienie dla siebie.
- A ty widzę, że skaczesz z radości z tego powodu... - stwierdziła uśmiechając się lekko.
- Skoro mi kazał, to nie mam wyjścia. Wolisz nie widzieć go wkurzonego. - dorzucił Draco i wstał. - Idziesz? Mamy trochę czasu do zajęć. - mówiąc to zaczął iść w stronę wyjścia z dormitorium. Czarownica przeciągnęła się i wstała, sprawdziła jeszcze czy kieszeń, w której spoczywał notatnik jest na pewno zamknięta i podążyła za chłopakiem. Dogoniła go, kiedy był już na schodach prowadzących do wyjścia. Chłopak trochę narzekał, że i tak by sobie poradziła i nie wie po co profesor kazał mu się włóczyć z nią po zamku.
- Nie chce mi się tego robić dokładnie tak samo jak tobie. - westchnęła Ciri.
Siedzieli w wieży astronomicznej, przy oknie, dziewczyna badała wzrokiem cały obszar, który teraz mogła nim objąć, a Draco z nudów zaczął jakąś rozmowę.
- Za co tak serio cię przenieśli? - spytał, uznając, że oczywistym było, iż jej odpowiedź przy uczcie była zwykłą, głupią odzywką.
- Serio chcesz o tym słuchać? - zwróciła się do blondyna. Przytaknął. - Znaleźli u mnie fiolkę po eliksirze, którym zatruto szlamę. Przeżyła... jakimś cudem. - opowiedziała zupełnie szczerze, a jej wzrok z powrotem utknął gdzieś za oknem.
- Chciałaś ją zabić? - zapytał jakby z nutą niepewności i zaciekawienia, bo ta drobna, ładna, cicha dziewczyna nie wyglądała na zdolną do takiej rzeczy.
- Bardziej nastraszyć... ale dałam trochę za dużo... - odparła, spoglądając na zegar na wieży. Do zajęć zostało im prawie półtorej godziny, więc dziewczyna wstała i przyciągnęła się chcąc iść gdzieś indziej.
- A ciebie gdzie niesie? - rzucił Malfoy. Czarownica w momencie przypomniała sobie, że przecież jak szli do wieży, to razem ustalili, że posiedzą sobie w niej do rozpoczęcia zajęć, a potem wcisną profesorowi kit, że chłopak grzecznie oprowadził ją po zamku.
- Tam - zaczęła wskazując na las za oknem. - To ten Zakazany Las, co nie? - spytała. Draco lekko zbity z tropu spojrzał na nią pytająco.
- Chcesz tam iść? Pogięło Cię? - stwierdził unosząc jedną brew.
-A co? Boisz się? Nie wierzę, że nigdy w nim nie byłeś... - wycedziła dziewczyna, uważając za wręcz niemożliwe, że ktoś taki jak on nigdy nie wszedł do miejsca ochrzczonego mianem "zakazany".
- Skoro chcesz... - burknął i wstał. Zeszli na sam dół, po czym wyszli z zamku, kierując się, jak najbardziej dyskretnie do skraju lasu. Kiedy postawili pierwszy krok na zakazanym skrawku ziemi, od razu poczuli niemal namacalny, zimny, mroczny klimat tego miejsca. Nie zatrzymali się i pewnym krokiem szli coraz głębiej. Wszystkie drzewa wyglądały prawie tak samo, a z każdym kolejnym posunięciem Ciri coraz bardziej traciła orientację.
- Emmm, Draco? - odezwała się - Wiesz gdzie jesteśmy? - spytała.
- Nie, a co? - odpowiedział, uznając jej słowa za głupi żart.
- No ja właśnie też nie... - przyznała i zatrzymała się.
- Co?! Ty żartujesz. - warknął i przyłożył palce do skroni.
- Niestety muszę cie zmartwić. - odparła i rozejrzała się. Za nimi coś zaczęło się ruszać, więc Ciri cofnęła się kilka kroków i chwyciła za różdżkę, ale uznała po chwili, że coś musiało jej się przywidzieć i zaczęła wzrokiem szukać drzewa, na które dałoby się wejść.
- To co? - spytał już normalnym tonem Dracon.
- Nie wiem. Spróbuję wejść gdzieś wyżej, rozejrzeć się. Może ograne gdzie mamy iść. - stwierdziła i ruszyła przed siebie, bo dojrzała to, czego szukała. Weszła na najwyższą gałąź, na jaką się dało i przygotowała się do przekroczenia na sąsiedni konar. - Jakbym spadła to mnie złap! - krzyknęła pół żartem, pół serio. Nie bardzo uśmiechała jej się perspektywa roztrzaskania kręgosłupa o ziemię z takiej wysokości. Skoczyła i ledwo udało jej się złapać jedną ręką za gałąź. Dociągnęła drugą rękę i, pomagając sobie nogami, wspięła się jak najwyżej mogła. Wystawiła głowę ponad koronę i rozejrzała się. Jej twarz owiał chłodny, świeży powiew jesiennego powietrza dużo lżejszego niż na dole, gdzie panował ciężki, mroczny klimat. Wyznaczyła różdżką północ i ustaliła, że muszą iść na wschód. Wróciła na dół, co zajęło jej dużo więcej czasu niż wchodzenie, ale dzięki temu jedynym uszczerbkiem na jej zdrowiu było małe zadrapanie na lewej dłoni.
- Teraz trzeba dotrzeć do zamku... i fajnie by było, gdyby po drodze nic nas nie pozabijało. - stwierdziła i zaczęła iść we wcześniej ustalonym kierunku, co jakiś czas sprawdzając, czy aby na pewno nie zboczyli ze ścieżki. Nagle Ciri zauważyła srebrną poświatę pomiędzy drzewami, praktycznie na środku ich drogi. Draco wyjął różdżkę na wszelki wypadek, a czarownica przyjrzała się dokładniej źródłu światła.
- Spokojnie, to tylko jednorożce. - stwierdziła podchodząc bliżej, chłopak podążył w jej ślad. Były tam dwie klacze, które, dopóki dwójka czarodziejów się nie zbliżyła, skubały spokojnie trawę, a potem z postawionymi uszami patrzyły na przybyszów. Na powitanie wyszedł im dorosły ogier, który pierwszy sprawdzał, czy jest bezpiecznie, a za nim nieśmiało wyglądał około dwumiesięczny źrebak. Czarownica wystawiła rękę do ogiera i dała mu się powąchać, żeby ich nie spłoszyć kazała swojemu towarzyszowi trzymać się z tyłu.
- Mogę wiedzieć co teraz robisz? Zaraz mamy zielarstwo... - zapytał i krzyżując ręce na piersi oparł się o drzewo.
- Załatwiam nam transport. - odpowiedziała, głaszcząc jednorożca. Chłopak westchnął ciężko i tylko obserwował tą dziwną sytuację. Trzeba przyznać, że nawet dla czarodzieja dziewczyna rozmawiająca z jednorożcami nie jest częstym zjawiskiem. Chwilę później z powrotem podeszła do jasnowłosego i poklepała po szyi ogiera stojącego nadal obok.
- Wsiadasz, czy mam cię podsadzić? - spytała. Malfoy prychnął i wskoczył na grzbiet jednorożca, który pod nim był niespokojny, dlatego że te stworzenia nie przepadają za dotykiem chłopców. Ciri dosiadła starszej z klaczy. Wszystkie cztery ruszyły kłusem, potem przechodząc do w miarę wolnego galopu, żeby źrebak nad nimi nadążył. Jechali nadal na wschód i kilka minut potem byli już przy skraju lasu. Po zejściu ze swojego środka transportu, młoda czarownica poklepała zwierzaki i odeszła za Draconem.
Byli spóźnieni już jakieś dziesięć minut, a dopiero co wchodzili do zamku.
- Ej Draco... mamy zielarstwo... - mruknęła dziewczyna, gdy chłopak skręcił w złą stronę.
- Wiem. Nie idę. - rzucił przez ramię i popędził przed siebie. Czarownica wzruszyła ramionami i poszła dalej, także nie mając zamiaru iść na zajęcia. Siedziała przy jeziorku, obserwując gładką taflę wody, w której odbijało się poranne słońce. Myślała o zaklęciu znalezionym w książce ojca, trafiła na nie wcześniej kilka razy, ale nigdy nie nadarzyła się okazja, żeby je sprawdzić i teraz miała zamiar to zrobić. Zostało tylko znaleźć sobie ofiarę, której oczywiście nie zabije, tylko wykorzysta. Wstała, włożyła głęboki kaptur szaty na głowę i ruszyła powoli. Nigdy nie robiła tego na ludziach, a przynajmniej w większości przypadków nie specjalnie, a jak już było to działanie zamierzone, to nigdy nie powodowała śmierci danej osoby. Zawsze była świadoma tego, co robi. Drobna, cicha, spokojna-wszystkie te cechy sprawiały, że była bardzo niepozorna, ale w takich ludziach najczęściej kryje się największa siła. Ona o tym wiedziała i było jej to bardzo na rękę, bo nigdy nikt nawet nie brał jej pod uwagę, kiedy coś się stało. Do czasu. Jej matka cudem przekonała Ministerstwo, żeby zamiast wysyłać ją do Azkabanu, tylko przenieśli ją do innej szkoły i mieli na nią oko. To ostatnie nie było za bardzo skuteczne. Ciri nie miała obsesji na punkcie czystości krwi, przynajmniej tak tego nie nazywała. Nie tolerowała tylko mugolaków, według niej każdy niemagiczny człowiek nie powinien się dowiedzieć o istnieniu magii, a już tym bardziej się jej uczyć. Od samego myślenia o tym była zła, więc starała się tego nie robić zbyt często. Zatrzymała się. Zauważyła niedaleko sarnę. Rozejrzała się dokładnie, żeby mieć pewność, że nikt jej nie widzi i uniosła różdżkę.
- Cave Inimicum - szepnęła. Wolała mieć pewność, że nikt jej nie nakryję, więc pole siłowe było zdecydowanie bardzo przydatne. Potem wycelowała w zwierzę. - Sectumsempra - rzuciła, a w stronę ofiary wyleciała biała kula światła. Potem leżała już pocięta i krwawiąca na ziemi. "Działa świetnie."-pomyślała dziewczyna, uśmiechając się i mrużąc oczy. Klęknęła przed konającą sarną i kładąc koniec różdżki na jej ciele powtórzyła trzy razy "Vulnera Sanetur". Chwilę później zwierzę wstało i uciekło, a po działalności dziewczyny nie było śladu. Zawsze wolała po sobie "posprzątać", o ile było to możliwe, niż zostawić taki stan rzeczy, jaki dawało rzucone przez nią zaklęcie, na wszelki wypadek.
Nie obyło się oczywiście bez tłumaczenia opiekunowi ich domu, dlaczego Draco i Ciri nie było na zielarstwie. Sam Snape nie wyglądał na zbytnio zainteresowanego ich wymówkami i wydawało się, że robi to tylko dla zasady. Ciri na ślepo rzuciła, że jasnowłosy uczył ją latać, co nawet mogłoby mieć pokrycie w rzeczywistości, bo dziewczyna na miotle utrzymać się nie umiała. Zdawała sobie też sprawę z tego, że to nie pasowało do blondyna i mógł zwyczajnie wszystkiemu zaprzeczyć. Na szczęście tego nie zrobił, bo to chroniło w pewnym sensie ich oboje. Kiedy wyszli z gabinetu nauczyciela Draco złapał Ciri za ramię.
- Ładnie to tak wiać z lekcji w pierwszym tygodniu szkoły? - stwierdził, uśmiechając się w swój specyficzny sposób.
- Mówisz jakbyś sam tego nie zrobił. - odparła i zrzuciła z siebie rękę chłopaka. Było już długo po zachodzie słońca, więc byli jednymi z ostatnich uczniów, którzy jeszcze pałętali się po szkole.
- Dzięki za albili, ale tak swoją drogą to było beznadziejne. - wycedził.
- Wiem, ale ja serio nie umiem latać. - przyznała, lekko unosząc kąciki ust. Dracon parsknął śmiechem.
- Serio? - spytał na wszelki wypadek, uznając, że to mógł być zwykły żart.
- Serio, wolałbyś tego nie widzieć. Tracę równowagę po kilku metrach lotu. - odparła. Mimo wszystko obracała to zawsze w żart, bo o ile nie wychodziło jej latanie na miotle, to na latających zwierzętach nie miała takiego problemu. Zeszli razem do podziemi i stanęli przed wejściem do salonu.
- Czysta krew - rzucił Malfoy. Brunetka uśmiechnęła się nieznacznie na te słowa. Zdecydowanie hasło do dormitorium jej pasowało, sam dom także. W nim każdy w końcu był albo czystej albo półkrwi.Weszli do środka, ze względu na godzinę każdy już siedział w sypialniach. Ciri poszła do swojej, jak się spodziewała dziewczyny nie spały, tylko rozmawiały między sobą.
- Cześć Ciri, gdzie byłaś? - spytała jedna z dziewczyn.
- U profesora Snape'a. - odpowiedziała, siadając na swoim łóżku.
- No tak, przecież ciebie i Draco nie było na zielarstwie. Pani Sprout się martwiła. - rzuciła inna.
- Źle się poczułam, to dlatego. - stwierdziła i kładąc się, zamknęła oczy. Znowu nie spała do późna, ale wstała wtedy, gdy wszyscy też już powoli się przebudzali. Ten dzień zapowiadał się bardzo spokojnie i taki też był, jak i kilka następnych.
Kocham Cię za to <3 Wciąż czekam na drugi rozdział bo połowę juz miałaś dawno ;) Ja cię broń Merlinie nie pospieszam (no może troszkę). Obawiam się, że Ciri nie lubi różowego ani alpaków i trochę mi smutno z tego powodu ;_; Błagam zrób dla mnie kogoś różowo lubnego *oczki jak u słodkiego kotka*
OdpowiedzUsuń