niedziela, 27 grudnia 2015

Salazar Slytherin's Blood - Prolog

          Drobna, czarnowłosa dziewczyna o ciemnych niebieskozielonych oczach, trochę zagubiona przyglądała się krzątaninie ludzi na peronie. Rodzice żegnali swoje pociechy, wsiadające do maszyny, mającej zawieść ich do miejsca, które na następne dziesięć miesięcy zastąpi im dom. Do tych osób zaliczała się także Ciri, która właśnie miała rozpocząć swój piąty rak nauki. Dziewczyna nawet lubiła szkołę, szczególnie niektóre przedmioty, czyli opiekę nad magicznymi zwierzętami i runy, za to nienawidziła historii magii oraz nie przepadała za zielarstwem. Chociaż nie to ją martwiło najbardziej w tym roku, decyzją Ministerstwa Magii młoda, czarnowłosa czarownica została przeniesiona ze swojej uczelni w Norwegii, z której także pochodziła, do Hogwartu-szkoły magii i czarodziejstwa znajdującej się na wyspach Brytyjskich. Było to dla niej tym większym utrudnieniem, bo jej angielski delikatnie mówiąc mógłby być lepszy. Dziewczyna westchnęła i po umieszczeniu swoich rzeczy, z wyjątkiem małej torby z potrzebnymi rzeczami, weszła do pociągu,  który był już w większej części wypełniony ludźmi.
   -  Więcej was matka nie miała?  -  mruknęła cicho do siebie i zaczęła szukać w miarę pustego przedziału, bo na całkowicie pozbawiony ludzi nawet nie liczyła. Po chwili szukania, ku swojemu zdziwieniu, znalazła miejsce z tylko jedną osobą. Na praktycznie samym końcu ostatniego wagonu maszyny, w przedziale, koło okna siedział chłopak; wydawał się wysoki, miał jasne, blond włosy i wzrok wbity w okno. Ciri, nie widząc powodu, dla którego miałaby pukać lub w jakikolwiek inny sposób zasygnalizować swoje wejście do ów pomieszczenia, po prostu do niego weszła. Rzuciła blondynowi krótkie spojrzenie, które on odwzajemnił znudzonym wzrokiem niebieskich oczu, po czym zajęła miejsce przy oknie, na przeciwko niego. Nie miała zamiaru zwracać uwagi na swojego towarzysza, a i on nie wyglądał na zbytnio zainteresowanego nią. Wzięła do ręki swoją torbę, z której wyjęła sporych rozmiarów książkę, oprawioną w czarną skórę, na której widniał złoty napis "Legendy Skandynawskie" otoczony zdobieniami w tym samym kolorze. Otworzywszy na stronie, na której wcześniej skończyła, oddała się lekturze, a praktycznie w tym samym momencie wybiła godzina odjazdu. "Oj, Ciri-przygotuj się na to, że za kilka godzin zostaniesz obrzucona dziwnymi spojrzeniami, jak nie czymś gorszym zanim Tiara wybierze ci dom..."-pomyślała i westchnęła cicho. Spodziewała się, że co najmniej pierwszy tydzień w nowej uczelni będzie piekłem.
          Jechali już około pół godziny i żadne z nich nie odezwało się do drugiego, ani wydawałoby się, że nawet na siebie nie spojrzeli. Takie stwierdzenie byłoby jednak błędne, bo chłopak czasami spoglądał na odbicie w oknie nieznajomej, próbując ją rozpoznać, jednak na próżno.
     -  Nie wyglądasz mi na pierwszoroczniaka.  -  stwierdził nagle, wytrącając dziewczynę z transu. Przyłożyła palec do miejsca, w którym skończyła czytać i podniosła wzrok.
     - Nie wpadłeś na to, że nim nie jestem?  -  odpowiedziała zakładając nogę na nogę.
     - Pierwszy raz Cię na oczy widzę, chowasz się, czy jak?  -  kontynuował, jego ton może i nie ukazywał specjalnego zainteresowania jej osobą, a mimo tego, że sama Ciri nie miała ochoty na rozmowę z nikim, to jednak postanowiła odpowiedzieć. Najpierw chciała rzucić, że przecież dopiero co ją przenieśli, jednak ugryzła się w język wiedząc, że lepszym dla niej byłoby, gdyby do czasu uczty rozpoczynającej nowy rok szkolny, nikt nie wiedział o jej przyjeździe.
     -  Najwidoczniej jesteśmy z innych domów.  -  odpowiedziała, asekuracyjnie nie podając konkretnej nazwy i, żeby uniknąć dalszej rozmowy, wróciła do czytania. Widząc, że czarnowłosa miała go tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę, wrócił do swojego poprzedniego zajęcia. Tak dobrze już znana chłopakowi droga przeminęła mu dość szybko, tak samo jak Ciri, która pochłonięta książką nawet nie zauważyła kiedy dojechali. Blondyn wyszedł pierwszy, a zaraz po nim dziewczyna. Gdy była już na zewnątrz straciła go z oczu, ale specjalnie się tym nie przejmując odebrała swoje rzeczy i odeszła parę kroków. Po chwili stania musiała udać się do zamku razem z pierwszakami, co nie bardzo je się podobało, ale skoro nie miała wyjścia to tylko przytakiwała i szła za innymi.


          Ubrana w czarne szaty, bez barw żadnego z domów na krawacie, Ciri stała pomiędzy pierwszoroczniakami, nie wyróżniając się specjalnie, bo jej wzrost tylko odrobinę przekraczał sto sześćdziesiąt centymetrów. Rozejrzała się ukradkiem po sali i przy stole, nad którym wisiało godło z wężem, dostrzegła chłopaka, którego spotkała w pociągu, na mównicy stał starszy mężczyzna z długą, siwą brodą i poczciwym wyrazem twarzy, ponadto dobrze się trzymał jak na wiek, na jaki wyglądał. Był to oczywiście dyrektor szkoły, który właśnie był w trakcie przemówienia. Czarnowłosa była świadoma tego, że zaraz powie o niej i większość oczu będzie skierowana właśnie na jej osobę, więc starała się zachować spokój i swoją typową, kamienną twarz, co nawet jej wychodziło. Wstrzymała na kilka sekund oddech, zamykając oczy, kiedy usłyszała pierwsze słowa zwiastujące informację o niej.
     -  Chciałbym jeszcze przekazać informację uczniom piątego roku-decyzją Ministerstwa z Norweskiej szkoły magii i czarodziejstwa, od piątego roku zostaję przeniesiona do Hogwartu panna Ciri Satel. Oczywiście jak każdy uczeń zostanie ona przydzielona do domu przez Tiarę Przydziału, mam nadzieję, że przyjmiecie pannę Satel bez większych problemów.  -  tak jak dziewczyna przewidywała wszystkie oczy były teraz skierowane na nią, łączenie z tymi należącymi do znajomego jej, jasnowłosego chłopaka, tylko on jeszcze uśmiechał się w dość specyficzny sposób. Wzrok dziewczyny wrócił na podest, na którym stała profesor McGonagall-chuda kobieta, w czarnych szatach, w trochę już przekwitłym wieku-zaczęła się ceremonia przydziału.
     -  Ciri, chodź. Będziesz pierwsza.  -  powiedziała i jak kazała, dziewczyna weszła po schodach na podest i usiadła na krzesełku, a na jej głowę kobieta położyła Tiarę. Po chwili zastanawiania się i mruczenia czegoś pod nosem, czapka wykrzyczała nazwę "SLYTHERIN!", czarnowłosa odetchnęła, po czym wstała i udała się do stołu swojego domu.  Zajęła pierwsze lepsze wolne miejsce, które znajdowało się w miarę z dala od pierwszaków, coś chciało, aby osobą siedzącą po jej lewej był jasnowłosy, znany jej już czarodziej.
     -  Inny dom, ta? Za co Cię wywalili?  -  spytał złośliwie. Pierwsze, co Ciri przyszło do głowy to "nie wywalili mnie", ale szybko zdała sobie sprawę, że to byłoby po prostu głupie.
     -  Za praktykowanie czarnej magii na innych uczniach.  -  odparła lekko arogancko, pół żartując. Pół-dlatego, że to co powiedziała było prawie prawdą-dziewczyna lubiła czarną magię, a zaraził tym ją jej ojciec, który uwielbiał eksperymenty właśnie z takimi zaklęciami... i właśnie dlatego zginął.
     -  Draco Malfoy, twoje imię już znamy-nie musisz się wysilać i łamać języka.  -  dodał. Ciri od razu pomyślała, że musiał wspomnieć jej norweski akcent i lekko kulejący angielski. Wywróciła tylko oczami i oparła głowę i dłoń, a łokieć o stół starając się nie zwracać uwagi na Malfoy'a i resztę.
"Witaj w nowym domu... ehhh, coś czuję, że ten rok mnie ostro zmęczy."-pomyślała. Jakiś czas później przydzielanie uczniów się skończyło i zaczęła się uczta. Mimo, że jedzenie wyglądało pięknie, to dziewczyna i tak, jak zawsze, nie zjadła zbyt wiele i czekała aż uczta się skończy, żeby móc iść do dormitorium.

4 komentarze:

  1. Zastanawiają mnie dwie kwestie. Co to za decyzja ministerstwa? Przecież Hogwart jest szkołą rejonową, do której uczęszczają tylko czarodzieje z Wysp Brytyjskich. Co takiego się stało, że Ciri (btw, inspirowałaś się "Wiedźminem" tworząc tę postać, czy zbieżność imion jest przypadkowa?) ta zasada nie tylko nie dotyczy, ale wręcz została zmuszona do zmiany szkoły?
    I druga kwestia - Nie rozumiem, czemu główna bohaterka jest taka naburmuszona (z tą kwestią uważaj. Bohaterka obrażona na cały świat może całkowicie zniszczyć Twoją historię. Zapoznaj się z terminem "mroczna Mary Sue" i wystrzegaj się takiego kreowania Ciri). Gdyby zamiast zachowywać się, jakby cały świat jej nie obchodził, zwyczajnie weszła do przedziału, przedstawiła się i opowiedziała, co się stało (w końcu to żadna tajemnica, skoro podczas ceremonii przydziału zostało napomknięte, że Ministerstwo ją przeniosło), zostałaby odebrana o wiele lepiej. I pamiętaj, że Ślizgoni nie muszą wcale być wredni i wyniośli - można w inny, bardziej oryginalny sposób pokazać ich charakterystyczną ambicję i przebiegłość :)
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W najbliższym czasie dodam pierwszy rozdział, który obie te kwestie w pewnym stopniu wyjaśni c:

      Ciri się na to zgodziła, bo miała skończyć gorzej, ale jej matka jest bardzo wpływową osobą i dzięki niej ta sprawa miała taki, a nie inny obrót.

      A jeśli chodzi o jej zachowanie to w prologu ono działa na zasadzie "jestem zestresowana i trochę się obawiam całej tej sytuacji, więc na tyle, na ile to będzie możliwe, to nie będę się do nikogo odzywać" (jakby nie patrzeć większość ludzi pod wpływem stresu nie zachowuje się "normalnie"). Spokojnie, nie zrobię z niej napuszonej, obrażonej na cały świat jędzy C:

      Co do komentarza o Ślizgonach to bardzo ci za niego dziękuję. Mimo wszystko ciężko jest nimi pisać, bo są to dość specyficzni ludzie.

      I ostatnia kwestia-nie kierowałam się wiedźminem, szukałam po prostu jakiegoś ładnego, norweskiego imienia i byłam nieźle zdziwiona, kiedy trafiłam na "Ciri", a że zawsze bardzo mi się to imię podobało, to stwierdziłam, że je wykorzystam ^^

      Usuń
    2. W takim razie czekam na wyjaśnienie wszystkiego w odpowiednim czasie :)
      Cieszę się, że nie masz zamiaru zrobić z Ciri napuszonej jędzy. Sama kiedyś popełniłam postać tego typu i wiem, że autor nie zawsze widzi, że jego bohater zmierza w złym kierunku. Dlatego wolałam zwrócić Twoją uwagę na ten fakt :).
      Moim zdaniem Ślizgoni są najtrudniejszymi postaciami do pisania, szczególnie jeśli odgrywają negatywną rolę w opowiadaniu (dobre opisanie czarnego charakteru to prawdziwa sztuka). Sama obecnie pracuję nad wiarygodnym przedstawieniem pozytywnej relacji między Ślizgonem i Gryfonem, co wymaga odrzucenia wszelkich stereotypów o "wrednych Ślizgonach" (w końcu nikt nie lubi niemiłych ludzi) i wyciągnięcia z bohatera mniej oczywistych cech.
      Nie miałam pojęcia, że Ciri jest imieniem norweskim. Ile rzeczy można się dowiedzieć zupełnie przypadkiem...

      Usuń
    3. Zapraszam do czytania w takim wypadku :)

      Dlatego właśnie lubię, kiedy mi ktoś wytyka takie błędy, samemu się ich w końcu nie widzi :)

      Usuń